sobota, 30 listopada 2013

Ballada opus ostatni, na Flute street

_______________________________________________________________


BALLADA OPUS OSTATNI, NA FLUTE STREET 
Sempre, sempre decrescendo...

Nad kostropatym dachem chatki zmory
niespostrzeżenie zapadł letni zmrok.
Czarne koty zastygły w ziejących cieniach
i o nic nie pytają ich odfosforyzowane oczy.
Na prowokujący błysk reflektorów mojego samochodu
słabo odpowiadają odbicia w szybach
pochowanego w cmentarnej wnęce auta.


Za pstrokatymi okienkami
skąpo lśni skryte przed przechodniem światełko.
Skazana na śmierć wampirzyca
kona, za ścianą upiornie opalizującego szkła
i murem w kolorze zsiadłej krwi.
Jej miotła kataleptycznie zesztywniała w kącie,
już nie reaguje na zew nocnego życia.

Dziś...
tylko ja  ...ciekawa?...  przejeżdżam dookoła
i przenikając wzmocnione zasuwami drzwi,
lustruję jak wiedźma
czarne msze porozstawiała po kątach,
miotając się w przedsionku piekła
pod dachem, który jak skrzydła nietoperza,
odbija się od zwiewającego w ciemność nieba!!!...

* * *
Niedaleko, za domkiem konającej strzygi
uliczne latarnie
prowadzą w bezpieczeństwo prowincjonalnych rondek.
Światła oddalone od zgrozy końca ulicy
napominają:
- Zostaw... Nie tobie sądzić grzechy ciemności!

Odjeżdżam...
przez hałaśliwie bawiące się nadmorskie ulice,
przez dwadzieścia krętych, nocnych kilometrów
- do mojego zwyczajnego domu.



(W magiczną, piątkową noc 28 listopada 1996r.)

__________________________________________________________________


Brak komentarzy: